Artykuł gościnny: Od nadmiaru boli głowa

with 7 komentarzy

minimalizm

Nawet nie wiesz jak się cieszę z dzisiejszego wpisu. Już dawno marzyła mi się przestrzeń na tym blogu, aby zapraszać ciekawych, inspirujących i mądrych ludzi. Udało się!

 

Dziś goszczę Beatę Kosiacką – coacha, mediatorkę i trenerkę empatii. Beata towarzyszy swoim klientom indywidualnym i grupowym na drodze: Od wstydu do odwagi oraz Od chaosu do jasności. Od ponad 6 lat działa pod marką Babska Dżungla. Prowadzi stronę http://www.babskadzungla.pl/ . Bardzo podoba mi się, jak Beata pisze o odkrywaniu kobiecości. Zakochałam się również w dostępnej na stronie Beaty medytacji, pozalającej oderwać się od swoich smutków i odprężyć, znajdziesz ją tu:  http://babskadzungla.pl/medytacja/ 

 

Ale do rzeczy… oddaję głos Beacie:

Od nadmiaru boli głowa

Tekst: Beata Kosiacka

 

Masz problem z podejmowaniem decyzji?

Czujesz, że w Twoim życiu panuje chaos?

Tęsknisz za harmonią i łatwością wyboru?

 

Piękno tkwi w szczegółach, wiemy o tym wszyscy, ale nie wszyscy wiemy, że prawdziwą klasę i smak poznaje się po tym, jak już nic nie można odjąć. Z jednej strony żyjemy w czasach nieskończonego dobrobytu, gdzie podaż o wiele przewyższa popyt. Półki uginają się pod towarami, możemy korzystać z dobrodziejstwa Internetu, przekraczając granice, bez potrzeby wychodzenia z domu czy ruszania się z kanapy.

 

Ale z drugiej strony wciąż mamy apetyt na więcej, na coraz nowsze modele sprzętów funkcjonalnych i urządzeń elektronicznych, samochodów, mieszkań, ciuchów, butów czy elementów dekoracyjnych i wyposażenia wnętrz. A co się dzieje z tymi rzeczami, które już się „zużyły” czy raczej opatrzyły, przestały być modne czy straciły swoją atrakcyjność, nie będąc dłużej obiektem naszego pożądania? Najczęściej mamy do czynienia z dwiema postawami: gromadzeniem lub wyrzucaniem. W obu przypadkach dochodzi do marnotrawstwa dóbr – czasu, pieniędzy, energii.

 

Gromadząc, upychasz wszystko po kątach, szufladach i szafach – by wkrótce zapomnieć, co tam w ogóle posiadasz. Blokujesz fizyczną przestrzeń.

 

A wyrzucając marnujesz potencjał tych rzeczy, które mogłyby posłużyć jeszcze komuś innemu. Oczywiście, trudno zatrzymać postęp technologiczny i nie o to chodzi.

 

Ale warto zadać sobie pytanie: Czy naprawdę tego wszystkiego potrzebuję? Czy pogoń za najnowszymi trendami i nabywanie nowych rzeczy przyczynia się do mojego trwałego poczucia szczęścia? Czy przypadkiem nie łatam sobie, tymi coraz to nowszymi gadżetami, jakiejś dziury w duszy?

 

Nadmierny konsumpcjonizm – czy to mój przypadek?

Nauczono nas wierzyć, że to przedmioty są cenne i to one decydują o naszej wartości. Tymczasem to tylko lizanie cukierka przez papierek; po chwilowej euforii i zachwycie wynikającym z zakupu nowego dobra, bardzo szybko wracamy do stanu wyjściowego. Dlaczego tak się dzieje? Bo spełniając swoje zachcianki, dajemy sobie tylko namiastkę uwagi i nawet nie dotykamy potrzeb, które są o wiele głębsze – akceptacji, miłości, szacunku, inspiracji, przynależności do grupy.

 

Przyzwyczajenie jest drugą naturą człowieka. Dlatego do wdrożenia każdej zmiany potrzebne są: czas, cierpliwość, powtarzalność i wiara w sukces. Jeśli jesteś zakupoholiczką, prawdopodobieństwo stania się z dnia na dzień minimalistką będzie bliskie zeru. Jednak każdego słonia da się zjeść, tylko trzeba go rozłożyć na mniejsze kawałki.

 

Większość z nas posiada znacznie więcej niż potrzebuje. Jeżeli męczy Cię fakt, że masz pełną szafę i nadal rano mierzysz się z dylematem, co na siebie włożyć, albo kupujesz wciąż nowe produkty do zapełnienia lodówki, po to tylko żeby poprzednie wyrzucić, bo w międzyczasie się zepsuły – to poniższe wskazówki mogą ci się przydać.

 

Jak zaprosić prostotę do swojego życia?

Maya Angelou mawiała, żeby nie mierzyć życia ilością lat, tylko tymi cennymi chwilami, dla których warto żyć (jakoś nie wspomniała nawet mimochodem o nowej parze butów).

 

Od nadmiaru rzeczy możemy czuć przytłoczenie, bezsilność i brak energii. Nadmiar utrudnia wybór. Zwłaszcza, gdyby przyszło Ci się spakować w jeden dzień i wyprowadzić bez szansy powrotu. Czy jesteś w stanie sobie to wyobrazić? Pewnie niekoniecznie.

 

A przywiązywanie się do rzeczy materialnych bardzo ogranicza naszą wolność i przede wszystkim przestrzeń na nowe. Także na nowe doświadczenia, doznania, przeżycia.

 

W moim życiu przeprowadzałam się kilkakrotnie, czasem z jednego kraju do innego. Nie było możliwości zabrania wszystkich swoich ukochanych i niezbędnych, jak mi się wówczas wydawało, rzeczy. Trzeba było zdecydować, co tak naprawdę jest dla mnie ważne i wartościowe, co mogę oddać na przechowanie, a z czego całkiem mogę zrezygnować i pożegnać. Nie były to łatwe wybory, ale za każdym razem uświadamiałam sobie, że tak naprawdę do szczęścia potrzebuję zaledwie kilku „drobiazgów”.

 

W tym miejscu zaproszę cię na wycieczkę na bezludną wyspę. Wyobraź sobie, że możesz zabrać tylko jedną walizkę, torebkę i mały plecaczek. Co do nich włożysz? Zapisz swoje odpowiedzi. Może będzie to początek nowych porządków w Twoim życiu?

 

Podczas ostatniej przeprowadzki „tułaliśmy się” całą rodziną około dwóch lat, wynajmując różne mieszkania i mniej więcej co pół roku przenosząc się z miejsca na miejsce. Każde z nas (dwoje dorosłych i dwoje dzieci) miało tyle rzeczy, ile mogło się pomieścić na jednej półce i na kilku wieszakach. Resztę dobytku spakowaliśmy w kartony i wywieźliśmy do przechowania.

 

Korzyści z minimalizmu

I wiesz, co się okazało po dwóch latach? Większość spakowanych rzeczy w ogóle nie była nam potrzebna, nie tęskniliśmy za nimi a jakość życia w żaden sposób nie ucierpiała.

 

Pomyśl, ile kompletów garnków, pościeli, sztućców, talerzy masz w swoim domu? Czy wszystkich stale używasz? Zachęcam Cię do inwentaryzacji całego swojego dobytku. A następnie wykreśl połowę rzeczy i sprawdź, jak się z tym czujesz?

 

Czasami było ciężko, ale w większości przypadków ten ekstremalny minimalizm pozwolił mi uświadomić sobie kilka prawd:

– Wcale nie potrzeba mieć masy ciuchów, pod warunkiem, że te które masz są ze sobą kompatybilne i możesz je dowolnie zestawiać w różnych konfiguracjach

– Mniej znaczy więcej – nie marnujesz czasu na zastanawianie się rano, co na siebie włożyć. Mając 2 lub 3 opcje, zawsze to wiesz.

– Dodatki mają znaczenie. Bo diabeł właśnie tkwi w szczegółach 

– Książki można wypożyczać lub/i wymieniać, a niekoniecznie kupować (teraz jest o wiele łatwiej, bo mamy jeszcze e-booki)

– Mając małe mieszkanie częściej wychodzisz i spotykasz się ze znajomymi

– Zaoszczędzone pieniądze możesz przeznaczyć na inne cele, np. podróże, jedzenie na mieście lub dobroczynność (a może na wszystko po trochu?)

– Bardziej wsłuchujesz się w siebie i swoje potrzeby, masz ze sobą lepszy kontakt

– Spakowanie się w podręczną walizkę na egzotyczną podróż nie stanowi najmniejszego problemu.

– Podejmujesz decyzje z większą łatwością , świadomie dokonując wyboru.

 

Od czego zacząć?

Może od przeglądu Twojej torebki?

 

Mam taką sprawdzoną metodę na utrzymywanie porządku w torebce. Może Ciebie też zainspiruje? Przede wszystkim zauważyłam, że damskie torebki bywają niesłychanie przepastne. A życie nie znosi pustki, tak więc chcąc nie chcąc w torebce lądują różne rzeczy, których wcale nie potrzebujesz. Chcąc przechytrzyć samą siebie oraz wolną przestrzeń torebkową, po pierwsze wybieram te niewielkich rozmiarów, a po drugie co kilka dni zmieniam torebkę na „nerkę” lub przepakowuję się z jednej do drugiej. Pomaga mi to praktykować dobre nawyki dbania o swoją przestrzeń.

 

Zakończę sentencją zapożyczoną od Willa Rogersa: Zbyt wielu ludzi wydaje pieniądze, których nie mają, na rzeczy, których nie potrzebują, by zaimponować ludziom, których nie lubią.

 

Spodobał Ci się mój wpis? Ciekawa jestem Twoich refleksji. Napiszesz do mnie?

 

Beata Kosiacka – trenerka empatii, coach i mediatorka, założycielka www.BabskaDzungla.pl,

info@babskadzungla.pl

  • W mojej rodzinie nigdy nie było nadmiaru np. ubrań. Nie kupowałem więcej niż było mi potrzebne, chyba, że zdarzyła się jakaś okazja. Uważam, że ludzie dzisiaj mają przepełnione szafy i dlatego nie nie potrafię docenić rzeczy, które posiadają. Mieszkając w bloku mieliśmy z sąsiadami taki układ, że ubrania, z których wyrósł już starszy o 2 lata ode mnie kolega przechodziły do mnie a z kolei te moje, których nie używałem do MOPS-u i tak wszyscy byli zadowoleni.

  • Ja mam problem z tym, że przez jakiś czas bardzo gromadziłam wiele rzeczy takich jak np. książki czy ubrania. Teraz pracuję nad sobą i staram się części tych rzeczy pozbyć. Minimalizm jest bardzo praktyczny tylko trzeba się na niego przestawić.

  • Do tej pory mam problem ze zbieractwem. Ubrań co prawda nie mam dużo, ale książek już owszem. I nie sądzę, że kiedykolwiek się ich pozbędę, bo po prostu uwielbiam mieć w domu mnóstwo pozycji. 🙂 Ale jasne, są rzeczy, których zbyt duża ilość jednak mi nie pasuje i to staram się zmieniać.

  • Ja mam ogromny problem ze zbieractwem, ale ostatnio postanowiłam się z nim rozprawić i sporo rzeczy wyrzuciłam. Jedyne czego nie potrafię, to rozstać się z moimi książkami, których mam ogromną ilość.

  • Ja podobnie jak Beata wiele razy się przeprowadzałam i wtedy moje zbieractwo mocno się ograniczyło. Miałam taką sytuację, która otworzyła mi oczy. Wyjechałam za granicę z jedną torbą i samochodem, trzy miesiące później miałam dwie godziny na spakowanie się i opuszczenie mieszkania. Z jednej torby zrobiła się jedna torba + cały bagażnik drobiazgów i mnóstwo, naprawdę mnóstwo nowych niby potrzebnych rzeczy… Połowę musiałam wyrzucić i wtedy dotarło do mnie, że takim zbieractwem tylko sobie szkodzę. Od wtedy o wiele więcej czasu spędzam na rozmyślaniu, czy rzeczywiście ten nowy gadżet jest mi potrzebny.

  • Ula z prostoofinansach

    A ja myślałam, że to oznaka starzenia się kiedy zaczyna do mnie docierać, że nie ma potrzeby kupować kolejnej rzeczy…. 6 lat temu się przeprowadziłam…. jeszcze do dzisiaj mam zapakowane na strychu pudełka…. nawet nie wiem z czym. Bez nich chyba lżej…

  • Czytam ten tekst co jakiś czas i za każdym razem obiecuję sobie, że pozbędę się rzeczy, których nie zdążyłam się pozbyć w czasie porządków przy remoncie 3 lata temu… Teraz chciałam to zrobić jeszcze w wakacje. Niestety… Czasu ciągle brakuje. Myślę, że przy kolejnym remoncie w końcu się to uda. Będę śmigać jak jaskółka z siatami i pudełkami 😉 W każdym razie jest lepiej, jest lepiej. Na bieżąco pozbywam się, nie zbieram. Najgorsze są te pochowane rzeczy gdzieś na pawlaczach, do których nikt nie sięgał od prawieków 😉